Sesja noworodkowa w domu, w którym wszystko dopiero uczy się nowego rytmu. Dwójka bardzo młodych ludzi, których znam od początku ich wspólnej drogi. Najpierw był ślub, potem sesja ciążowa, a teraz spotkanie w zupełnie innej rzeczywistości. Już nie tylko jako para, ale jako rodzice.
Ten dom pamięta ich śmiech sprzed miesięcy, rozmowy o przyszłości, plany. Teraz pojawiła się cisza przerywana cichym oddechem noworodka. Nowy etap, który nie przychodzi gładko i bez pytań. Jest piękny, ale też wymagający. Podczas sesji noworodkowej w domu było miejsce nie tylko na zdjęcia, ale i na rozmowy. O zmęczeniu. O zderzeniu oczekiwań z codziennością. O tym, że role zmieniły się szybciej, niż można było się przygotować.
Były kadry skóra do skóry. Naturalne, spokojne, bardzo intymne. Małe ciało wtulone w rodziców, ciepło, oddech, dłonie obejmujące z uważnością. Bez stylizacji, bez poprawiania rzeczywistości. Tylko oni i ten moment, który już nigdy się nie powtórzy w tej samej formie.
Po domu kręcił się mały piesek, zaciekawiony nową obecnością. Czasem wchodził w kadr, czasem obserwował z boku, jakby próbował zrozumieć, co się właściwie wydarzyło. Jego obecność dodawała tej historii lekkości i przypominała, że życie nie zatrzymuje się, tylko zmienia kształt.
Ta noworodkowa sesja była opowieścią o przejściu. Z bycia parą w bycie rodziną. O uczeniu się siebie na nowo. O bliskości, która pomaga oswoić niepewność. O miłości, która rośnie razem z odpowiedzialnością.
Lubię wracać do takich historii. Do ludzi, których mogę fotografować na kolejnych etapach życia. Bo sesja noworodkowa w domu to nie tylko zdjęcia dziecka. To zapis momentu, w którym zaczyna się nowy rozdział. I właśnie dlatego jest tak ważna.
