Tworzenie nawet jeśli się nie opłaca, ma znaczenie
Skąd się wzięła ceramika w Twoim życiu?
Wiesz co? To nie jest jakaś taka nadzwyczajna historia, bo to jest taki zlepek szczęścia, przypadku, terapii, otwarcia się na siebie. Tak wszystkiego po trochu. Pracowałam w firmie analitycznej i ogólnie wszystko było dobrze. Studiowałam matematykę, działałam, lubiłam tą pracę analityczną, więc to nie było tak, że znienawidziłam pracę i chciałam uciekać. Lubiłam i ludzi i wszystko, ale pewnego dnia chodziłam sobie po lesie i… poczułam, że ja muszę stamtąd odejść. Potem mój szef pytał, na którym wyjeździe mnie to trzasnęło, bo byliśmy we Włoszech, na Litwie, w Estonii. A ja mówi, nie, no kurwa, w lesie.
No i dopiero tam doszłam, dlaczego taka decyzja w ogóle się we mnie pojawiła. I ona była bardzo intuicyjna. Moja intuicja bardzo dobrze mi podpowiadała, że jednak gdzieś, tam coś nie grało mocno. Czułam taką troszkę toksyczność. Trochę nie rozumiałam tego korporacyjnego świata w stylu, że wszyscy jesteśmy rodziną i jak ty możesz zostawić rodzinę. A ja miałam tak, że to jest tylko praca. Owszem, to jest całe moje wykształcenie i dużo w to wkładam energii, ale nadal to tylko praca. Bardzo mnie to uderzyło, że nagle powiedziałam, że odchodzę, a znalazło się miejsce i pieniądze na wszystko na co wcześniej nie było.
W międzyczasie kupiliśmy mieszkanie. Ja z racji tego, że nie miałam roboty, to remontowałam to mieszkanie. Gruntowałam ściany, jeździłam codziennie rano, malowałam, szlifowałam, bo uwielbiam robić takie rzeczy manualne. I zawsze je robiłam, ale mi się wydawało, że nie można brać takiej rzeczy na poważnie. Że to są hobby i na tym się nie zarobi. Że to nie jest ambitne… Taką miałam brzydką ocenę, bo jednocześnie ogromnie szanowałam i podziwiałam artystów i się jarałam tym.


Robiłaś mieszkanie i co potem?
Malowanie i działanie otworzyło mi głowę na to, żeby wrócić do swoich artystycznych tematów. Miałam więcej czasu i też mieszkaliśmy wtedy przed tą przeprowadzką właśnie u rodziców w lesie, więc było dużo spacerowania i…
Ach, ten las.
Ten las po prostu wyciąga takie rzeczy. Zobaczyłam, że jedna dziewczyna, którą gdzieś tam obserwuje robi lekcje toczenia na kole. Byłam chyba rok wcześniej ulepić sobie gdzieś kubek. Miałam to szczęście, że mogłam poświęcić czas na naukę warsztatu i prowadzenia działalności, bo mąż zarabiał. Dałam sobie ten czas i zamiast się katować tym, że nie zarabiam i mnie utrzymuje mąż, to po prostu skorzystałam z tego, że dostałam taki dar. Poszłam do tej dziewczyny na koło i sytuacja wyglądała tak, że ja wróciłam do domu po dwóch godzinach toczenia i powiedziałam Pawłowi, że ja teraz będę garncarką i będę toczyć na kole. Okazało się potem oczywiście, że to wszystko jest tak drogie i takie koło garncarskie porządne to w tysiącach idzie.


Ale widzę, że koło stoi w pracowni i je masz. Jesteś zadowolona? To takie o którym marzyłaś?
Tak, ale to już jest moje drugie koło, które kupiłam za dotację dopiero, jak otwierałam firmę., a wcześniej robiłam na takim kole firmy krzak. Nie wiem, jaka była prawdziwa nazwa, ale to było takie koło, że nie pozwalało pracować z oszałamiającą ilością gliny.
Poszłaś na warsztat, kupiłaś koło, mogłaś próbować i…
Paweł został wywalony do sypialni, a ja miałam w biurze sobie spróbować tworzyć. Najpierw były godziny spędzone na próbach toczenia, ale chyba trudniejsze od tego było to, że nie ma szefa, więc nie masz takiego imperatywu z góry, który Ci mówi, dobra muszę wstać o tej i o tej, żeby zdążyć zjeść, umalować się, wyjść z psem. Niby możesz wszystko i masz wolność, że nie musisz nic robić, a wydaje mi się, że to jest coś, nad czym cały czas pracuję teraz, żeby moja organizacja i rytm pracy był efektywny i jednocześnie pozwalał się spełniać artystycznie, co nie zawsze jest ze sobą spójnie. Ceramika połączyła moje pasje manualne i techniczne, co jakoś tak mi zagrało z analityczną naturą. Zawsze mi się wydawało, że albo human, albo ścisłowiec i że nie ma nic pomiędzy.


Jak się czułaś z tym, że mąż Cię utrzymuje? Obecnie dużo się mówi o kobiecej autonomii, a osoby, które rzeczywiście mają taki układ, jak Wy są wytykane lub oceniane.
Ja też miałam od początku wtłaczane myślenie o niezależności. Mama mnie tego uczyła, ją uczyła babcia. Niezależności od faceta. Od nikogo. Ja dopiero teraz nabieram takiego momentu. Jest to uwalniające, bo miałam też duży strach przed jeżdżeniem samochodem. Nie jeździłam w ogóle. To był dla mnie duży bloker, bo miałam tak, że chciałam czasem wziąć wszystko, co mam, wsiąść w samochód i uciec. To nie jest tak, że ja chcę to zrobić, bo ja nie mam od czego uciekać, mam zajebiste małżeństwo, psa, którego sobie wymarzyłam. Naprawdę jest super. Chciałam po prostu móc mieć tą możliwość to zrobić. Teraz jestem na takim etapie niezależności myślenia. Zapewniłam sobie jakieś takie minimum absolutne jakiego potrzebowałam
Da się zarabiać na rękodziele i pasji, czy się nie da?
Nie wiem, jeszcze nie mam na to odpowiedzi. Na pewno da się zarabiać na rzeczach, które ja niekoniecznie chcę robić. Dużo więcej zarabia się na przykład na warsztatach. Głównie dla początkujących, przynajmniej tutaj lokalnie. Nigdy nie uderzyłam w żaden poznański rynek, bo chciałam uciec z miasta. Ja dzisiaj tworzę. Za dwa dni będę zarabiać, a dziś jestem tworząca. Cały czas po prostu mam takie poszukiwanie balansu. Nie chcę robić takich warsztatów wielkoformatowych. Męczą mnie takie warsztaty, kiedy zgłasza się do mnie koło gospodyń. To są zazwyczaj fantastyczni ludzie. Naprawdę. Jest mi ciężko odmówić potem, bo po ludzku oni są cudowni. To są często ludzie, których ja znam. Tam nawet jest i kasa, bo oni dostają jakiś grant i muszą wykorzystać, więc tam nie ma nawet negocjacji o cenę. To jest bardzo komfortowe, ale ja wiem, że się strasznie umęczę. Mogę to robić raz na jakiś czas. Ale pytanie właśnie, czy jeśli miałabym robić tylko to, to ile mi zostaje tego miejsca właśnie na tworzenie? No więc ja tak coraz bardziej ich unikam. Z drugiej strony wiem, że nic mi nie da takiego boostu pewności siebie, jak ten drugi człowiek, który nie jest moją mamą, nie jest moim mężem, nie jest moją babcią. Nie jest nawet do końca osobą z branży, tylko osobą, która po prostu przychodzi z zewnątrz i mówi ci: “Jezu, kiedy te trzy godziny zleciały? Dopiero przyszłam, nie?” Tu nigdy nie zawiśnie zegar. Komuś przestał czas płynąć, tak jak zawsze i że ktoś, sobie na to pozwolił przy mnie.
Dominika w czasie rozmowy toczy na kole.


Czy to będzie kubek?
To raczej będzie waza. Stwierdziłam, że mnie tak może zmobilizujesz do zrobienia czegoś innego dzisiaj.
Ile czasu poświęcasz w tygodniu na robienie, tworzenie, tak jak teraz?
Mało. Myślę, że jeśli poświęcę 4 godziny dziennie na robienie tego, co chcę, to jest dobrze.
Niestety jest tak, że musisz pracować nad swoją asertywnością, żeby się nie godzić na każdy możliwy event, na coś, co odbiega od tej twojej wizji. Wiadomo, że rzeczywistość jest, jaka jest i czasami trzeba zrobić kubek za kasę, bo po prostu jej potrzebujesz i nie ma się co oszukiwać, że teraz jest super idealnie. To, co mnie zaskoczyło, to że, jak prowadzisz swoją firmę, wynajmujesz lokal, no to masz tak dużo rzeczy, które nie są tym, co chciałaś robić, że to zadziwia. Miałam tak w jednym momencie, że tyle było warsztatów, że nawet jak miałam czas robić swoje, to byłam tak zmęczona, że jedyne, na co ja miałam siłę, to położyć się na kanapie.
A miało być tak pięknie na swoim. Okazuje, że to na swoim to jest największe więzienie, te nieuregulowane liczby godzin. W firmie jest zawsze coś do robienia, zawsze możesz sobie coś wymyślić nowego, ale też każdy dzień przynosi nowe zadania i problemy. Wczoraj ich nie było, a nagle się budzisz i są.
Ja mocno pracuję cyklicznie. Już się tego też nauczyłam, że jak rozpoczyna się rok to go rozpisuję. Nie dokładnie każde zadanie, bo jeszcze nie jestem na takim etapie rozwoju, czy działalności, żeby wiedzieć dokładnie, jakie projekty, ale wiem, że w październiku się zamykam. Mam zawsze depresję po urlopie bardzo długo i że wtedy nie będę robić warsztatów.


Mówisz o zdiagnozowanej depresji, czy po prostu zjeździe i fizycznym zmęczeniu po lecie?
Mam mocny nawrót swojej depresji, z którą już nie walczę, bo ją przygarnęłam jako część mnie i po prostu wiem, że wrzesień jest zawsze trudny po lecie. I że jeśli przyjdzie jakaś realizacja, to że już siły będzie mniej. Jesień-zima jest na zamknięcie się, na tworzenie, a wiosna-lato na jakieś projekty, współpracę z kimś tam.
Czyli działasz w zgodzie z porami roku?
Tak, ale wiadomo, że to nie jest tak, że w związku z tym żadnego warsztatu nie robię, bo robię. Tylko chyba wystarczy sobie dać to zezwolenie, żeby było mniej.
Czy Ty to widzisz w głowie, co byś chciała stworzyć?
Dziś wyjątkowo tak. Wyjątkowo mam pomysł na niego. Jak już robię rzeczy powtarzalne, typu kubki, to już wiem, do jakiego kształtu dążę, a jak robię większe formy to raczej się nie nastawiam. Jeszcze nie umiem pracować z taką ilością gliny, więc trochę daję się poprowadzić i po prostu wiem tylko, czy spróbuję zrobić ją wąską, czy szeroką.
Dlaczego siedzisz przed lustrem?
Lustro jest dlatego, że jak ja pracuję, to pracuję głównie nad kołem. Jak chcę widzieć zwłaszcza właśnie większą formę, to wtedy mam odbitą perspektywę. Pod kątem światła inaczej widać formę w odbiciu.
Czy jest coś, co byś chciała sprzedać swojego, ale Tobie się wydaje, że ludzie tego nie kupią? Czy może próbowałaś już coś stworzyć, a się w ogóle nie przyjęło?
Odkryłam w zeszłym roku swoją pasję do rzeźby, ale jeszcze nie próbuję jej sprzedawać. To jest jakaś naturalna kontynuacja tego, co robię, bo z jednej strony robię kubeczki, talerzyki użytkowo, a rzeźba jest tak trochę dla mnie.


Może po prostu trzeba ją pokazać, powiedzieć, bo być może nie będzie ona dla klienta masowego, ale dla konesera albo kogoś, kto ceni Twoje produkty, chce Cię wesprzeć i mieć kawałek Ciebie w domu.
Tak, tak, robię to też. Wystarczy powiedzieć, pokazać. Dotarcie do takiego klienta zajmie dużo dłużej, a ja właśnie mam problem z tą masowością, zwiększaniem ilości produktów.
To znaczy?
Pytałaś, czy da się na tym zarabiać, nie? Są firmy, które nadal są jednoosobowe, max dwuosobowe, a mają tak zdefiniowany produkt, mało już robią coś innego. Zamawiają gotowe biskwity, czyli już wypalone kubki, bo charakterystyczna jest ilustracja na tym kubku. Albo robią odlewy, żeby zwiększać tą ilość. Od początku jak zaczynałam, to od razu miałam w głowie, że tak nie chcę. Chcę żeby wszystko przechodziło przez moje ręce od początku do końca.
No to jest pewnie ta największa zagwozdka, jak zarobić na ceramice będąc tą osobą, która wytwarza, a jednocześnie sprzedaje. Masz ograniczoną ilość czasu, a przez te ręce, nie wiadomo, ile tego nie przejdzie tygodniowo, miesięcznie.
Na kole pracuje się bardzo szybko. Kubek powstaje w nie wiem, 4 do 8 minut maksymalnie. Jak na kole pracujesz z gliną, która jest miękka to nie możesz za długo z nią pracować. Większość pracy się dzieje na drugi dzień i mam problem, żeby sobie wyliczyć ilość pracy. Najpierw narobię masę tych kubków, a następnego dnia nie jestem w stanie ich obrobić.


Spotkałyśmy się dziś po Twojej jodze, która mówiłaś jest dla Ciebie ważna, bo sprawia, że jesteś bardziej rozluźniona przy kole.
Staram się w tym roku nie odpuszczać, a bardzo łatwo jest odpuścić. We wtorki rano chodzę i w środę po południu na taką jogę wzmacniającą. Upocę się jak świnia. Czasem jest mi trudno, bo w środę mam taki dzień, że jestem tu od rana, napieprzam do ostatniej minuty i potem często mnie boli głowa na tej jodze, bo przychodzi rozluźnienie i zawsze sobie mówię, Boże, muszę sobie zaplanować, że ja nie kończę pracy osiemnasta punkt, gdy wyjeżdżam, tylko piętnaście po siedemnastej i siadam z herbatą. Może książkę bym sobie poczytała. Jeszcze ani razu mi to nie wyszło.
Do czego służy ta woda obok lustra? Często ją wymieniasz?
Ja ją wymieniam jak najrzadziej, bo ja mam fioła na punkcie zero waste i zamkniętych obiegów, a wiem, że przy pracy w pracowni nie wychodzisz na zero. Bo raz, to czerpiesz prąd, więc staram się nie puszczać pustego pieca, tylko ładuję po pachy. Skoro zużywam tą samą ilość prądu, no to lepiej więcej rzeczy wypalić. Ta woda tak samo. Nie wylewam nigdzie do zlewu dopóki już nie da się z tym pracować. Błoto, które powstało też recyklinguję.
W ogóle tak się cieszę z tego lustra. Ono zrobiło się takim symbolem tego miejsca dla mnie. Wcześniej miałam jakieś inne, to co tam wisi, które od dziadków dostałam. Ono miało historię, ale szukałam, szukałam i mówię, no nie, nie kupię w żadnej sieciówce ładnego, zwykłego lustra. Już byłam bliska, bo to jest narzędzie mojej pracy,muszę mieć lustro, ale chodziłam, chodziłam, no i znalazłam na OLX-ie i chyba kosztowało 450 zł.
Ty masz tyle różnych tych kubków w pracowni. Kojarzysz z jakiego okresu są i z czym Ci się w ogóle wiążą? Może powstawały dlatego, że coś miałaś w sobie wtedy, jakąś fascynację, nie wiem, tematem, czymś co w Tobie krążyło?
Nie, ja miałam różne fazy i cały czas szukam tego docelowego kształtu. Jara mnie w ogóle uczenie się tego. Najbardziej ten moment, kiedy wiem, że wszystko mam w rękach. To nie jest magia, tylko to jest nauka. Znaczy domieszka magii w tym sensie, że jest to takie niesamowite, ale miałam od początku taką intuicję, że to nie jest tak, że to piec do wypalania to jest czarna skrzynka. Dlatego chciałam w tym roku nawet zmienić nazwę, bo dla mnie to już nie są czary. Dostrzegasz coś innego w procesie tworzenia.

Chyba tak mamy, nawet będąc w różnej branży, że im dłużej Ty robisz, to widzisz, że coś jest ważniejsze niż Ci się na początku wydawało. W fotografii najpierw skupiasz się na aparacie i technice, a potem kumasz, że żeby zrobić emocjonalne zdjęcie musisz zbudować zaufanie w drugiej osobie.
Też się przekonałam, tak jak Ty mówisz o tym aparacie, że właściwie najlepszym narzędziem są dłonie, palce. I jak czegoś nie umiem zrobić, to odkładam wszystkie narzędzia, bo i tak palce mnie poprowadzą. Potem sobie to ułatwiam, bo po to są te narzędzia, ale zrobiłam kiedyś taki warsztat bez użycia narzędzi i raczej był trudny, bo trudno nam się otworzyć na takie doświadczenia.
No a co musi się otworzyć? Co ktoś musi otworzyć? To pewnie jest praca z ciałem, rozluźnienie się?
Tak, jednak tak. Dlatego nie robię za bardzo warsztatów dla dzieci, bo uważam, że dzieci mają dużo takich przestrzeni, a my dorośli nie mamy i nie dajemy ich sobie. To jest taka podstawowa różnica, którą widzę, że jak dziecko przychodzi na warsztat, to ono ma pomysł, co chce zrobić i go nie obchodzi jak. Dorosły człowiek w ogóle nie zacznie, dopóki nie będzie wiedział jak. I jeszcze najlepiej gdyby umiał to robić od razu i perfekcyjnie.


Bo oczekujemy od razu od siebie, że będziemy wiedzieli coś bez nauki. Odpowiedź na “jak”, zazwyczaj odpowiedź przyjdzie w trakcie działania.
Ostatnio mam tak, że przestaję wszystko poprawiać. Zwłaszcza jak wiem, że dziewczyny do mnie chodzą na warsztaty, lepienie co miesiąc, niektóre częściej. Już nie poprawiam tych ich błędów, nie mówię im, że słuchaj, to jest błąd, ale zostaw. Tylko po prostu zostawiam. One same, jak to potem odbierają to widzą, że, kurde mogłam zrobić to inaczej.
Na Twoim parapecie stoi kubek z Małym Księciem. Widziałam na Instagramie, że niekoniecznie pałasz już do niego miłością.
To są projekty, które mi się nie podobają, a ludzie mnie cały czas o nie wypytują. Ten jeden jest tylko na pamiątkę, że już więcej go nie zrobię. Tracę przyjemność z tego, że robiłam ten projekt, bo robię już inne rzeczy i ludzie mówią, super rzeczy teraz robisz, tylko ten Mały Książę. Och, a może będziesz jeszcze robić, to ja zamawiam. A ile ci zapłacić, żebyś zrobiła jeszcze raz? Ja mówię, no jak powiesz tysiąc złotych, to się zastanowię, czy zrobię. To już nie jest moja stylistyka. Lubię go i to był etap w życiu. Bardzo dużo mnie nauczył, bo to był początek rzeźbiarski. To projekt, który chcę już zamknąć, bo chcę już robić inne rzeczy.
Miałaś też współpracę z Muzeum Młynarstwa w Jaraczu. Dostałaś jakieś wytyczne, co do projektu kubka?
Nie, bardzo fajna była ta współpraca. Nie spodziewałam się tego, bo to jest jednak jednostka publiczna, ale osoby, które tam to prowadzą, Ania z Marcinem, oni po prostu mają taką energię i zaufanie. Była mowa o ilustracji wiatraka, ale miałam go zrobić po swojemu. Jedyne co uzgodniłyśmy, to podpis Jaracz, aby było wiadomo, skąd jest kubek. Oni zamawiali po 20 kubków do Muzeum i po 10 dla siebie. Ludzie kupują często niestety tanie rzeczy na pamiątkę, a nie rękodzieło, ale nasza wspólna misja była taka, że dopóki my nie zaczniemy tego robić, to to się też nie zacznie zmieniać. Więc to podejście ich jest tak fantastyczne.
Patrząc jak zdobisz kominki na świece, widzę, że masz niesamowite wyczucie w palcach.
Uwielbiam to skubanie w glinie. To jest niesamowite, że on tak utrzymał się w tej formie, że można było z niego tyle wyciąć, tyle go pozbawić. Trochę jest za cienki i już za suchy. Powiem Ci, że jest to ogromne poczucie, nawet bym zaryzykowała słowa władzy. Glina jest takim materiałem, że znowu jest próba znalezienia balans między tą lekkością, a siłą. Nawet jak robię warsztat na kole to, co ludzi zaskakuje, to ile sił potrzeba na kole. Bo wygląda jakby nic. I z jednej strony, jak zrobisz nieoczekiwany ruch, to wszystko Ci się rozpada, ale jak użyjesz za małą siłę, to nic nie zrobisz. Mam dużo rozkmin nad tym, co dalej, ale zajmę się tym po Targach Rzeczy Wyjątkowych. Żeby o tym wszystkim pomyśleć.
Z jakim nastawieniem jedziesz na te targi?
Zapisywałam się z dosyć dużym wyprzedzeniem. Na pewno myślałam o jakiejkolwiek rozpoznawalności i zobaczeniu tej drogi. Czy to w ogóle coś da? Bo przede wszystkim stawiam na to, że to będzie jakaś lekcja. Po pierwsze przygotowanie się do stoiska, stworzenie tego stoiska, już nawet nie mówię o tej ceramice, jak się zabrać, jak się spakować, jak się wycenić. Skoro to drogie wydarzenie to może ja jeszcze powinnam podnieść cenę i najwyżej zawsze ją mogę obniżyć, negocjować. Bardzo fajną radę dała mi koleżanka, żebym, jak wszystko zrobię i wycenię, policzyła sumę, ile to wszystko łącznie jest warte. I potem przeliczyć różnicę, żeby wiedzieć z czym jechałam, z jaką wartością wróciłam. Bo to, czy ja ostatecznie zarobię na tym czy nie, to jest dla mnie trochę drugorzędne. Mam dosyć duży problem z takim marketingiem w social mediach. W sensie, ja po prostu go nie czuję. Mam wiele wątpliwości światopoglądowych. Ja mogę robić lokalnie warsztaty, ale człowiek w małym miasteczku nie pozwala sobie na zakup kubka za 200 zł.
Czy z racji tego, że korzystałaś z terapii, myślałaś kiedyś o pójściu w tym kierunku dla innych? Jest obecnie boom na malowanie przy winie, kobiece kręgi, campy kobiece.
Ja myślałam bardzo długo o tym, żeby na przykład zrobić studia z arteterapii, ale ostatecznie stwierdzam, że chyba, by mnie to pokonało. Do dzisiaj wspominam z trudem i z wdzięcznością, jak moja przyjaciółka mnie zabrała do takiego domu opieki.
Z gliną?
Z gliną i to jeszcze na dworze. Glina samoutwardzalna, co wyjdzie to wyjdzie. Ja myślałam, że to po prostu będą starsi ludzie i to jest wszystko. Jechałam totalnie bez nastawienia na tę sytuację i okazało się, że to byli ludzie bardzo schorowani, z niedowładami, z psychicznymi chorobami, którzy krzyczeli na siebie. Uderzyło mnie, jak dyrektorka powiedziała, że tam przy tym stole siedzą osoby z Alzheimerem i z nimi to nie ma sensu nawet próbować. Trudne to było dla mnie usłyszeć, ale też wiem, że to nie było z jej strony wcale lekceważące. Zobaczyłam potem, jak one pracują z tymi ludźmi i gdyby nie to, czego nauczyłam się na terapii, ja bym nie przetrwała tych warsztatów. I tak się zbierałam z miesiąc, czy dwa po nich.
Moja Patrycja ukochana po prostu żywioł, jej brat młodszy ode mnie, dzieciak po prostu, a ja zamrożona. I to była taka lekcja, to był jeden z ważniejszych warsztatów w życiu, jakie przeprowadziłam, nie robiąc nic tak naprawdę.
Na koniec chciałabym żebyśmy zakończyły rozmowę dokończeniem przez Ciebie zdania dotyczącego Twojej pracy, podejścia do rękodzieła, twórczości. To co Ci przyjdzie do głowy. Dokończ zdanie: Mimo wszystko…
Mimo wszystko wierzę, że bliskość sztuki, patrzenie na nią, dotykanie jej, próby stworzenia czegoś samemu, nie są tylko dodatkiem w życiu, czuję, że są tkanką codzienności, tym, co nas zbiera, pomaga dostrzegać piękno w niedoskonałości, a przez to doceniać miejsce i czas, w którym się znajdujemy. Mimo wszystko wybieram tworzenie, bo nawet jeśli się nie opłaca, wiem, że ma znaczenie.
Tworzę ten cykl z potrzeby pokazywania prawdziwych dróg kobiet. Jeśli czujesz, że to ma sens możesz dołożyć do niego swoją wirtualną kawę. Możesz być częścią tego projektu. Dziękuję.











































