Jeden zostawi po sobie majątek, wielkie sukcesy, zapisy w publikacjach, książkach. Inny żyje zgoła inaczej i wielki świat o nim nie słyszał. Ostatnio gdy czekałam na kogoś obok lasu, mój wzrok mimowolnie zawędrował w kierunku starego cmentarza i ruszającego się na wietrze różańca przy jednym z grobów. Głowa nie pozwoliła mi stać w miejscu, musiałam otworzyć skrzypiącą bramę i wejść.
Ciekawość wiodła mnie pomiędzy pomnikami, a wzrok przyciągały nietypowe napisy, ale przede wszystkim pamiątki stawiane obok imion i dat śmierci. To niesamowite. Czasem to mały aniołek, gdzie indziej laurka rysowana przez wnuczki i włożona w folię, która nie przetrwała próby z deszczu. Dziesiątki zdjęć. Cytaty o odchodzeniu i stracie. I gdy się tak chodzi pomiędzy ciszą człowiek sam myśli, co po sobie pozostawi i jak go zapamiętają.
Bo czy ktoś będzie pamiętał, że piekłam najlepsze cynamonki albo że robiłam rozgrzewającą herbatę na przeziębienie? Czy ktoś wzruszy się, gdy mnie nie będzie? Nie wiem. Mogę tylko tak żyć, by dawać siebie bliźniemu ile mogę już teraz. Wykorzystać ten czas, którego niektórzy już nie mają.
Na cmentarzu widzisz, że ktoś zmarł, a dopiero się urodził. Inny że odszedł nagle pozostawiając pustkę i żal. Wtedy jakoś przypominasz sobie, że wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi. Każdy z nas w końcu odejdzie z tego ziemskiego świata. Dla nikogo zegar nie tyka, ani wolniej, ani szybciej. Gdy czytam, że gdyby ktoś wiedział, że umrze to więcej, by kochał, przeżywał, patrzył i napawał się światem to zastanawiam się, czemu serio tego nie robimy?
Ilu wstrząsów i turbulencji nam potrzeba, żeby się obudzić z marazmu? Co musi się stać, byśmy nie byli neutralni, przeciętni, ale żyli pełnią, sercem, życzliwością, otwartością? Boję się, że nie zdążę się nasycić. Że może nie zdążę każdemu dać rady, do kogoś pojechać i się pojednać. Odpowiadam na natchnienia. Czasem są totalnie bez sensu i bywa, że ktoś z boku to wyśmiewa. Przyzwyczaiłam się, że nie wszystko rozumiem, że nie wiem, nie mam pewności. Ale idę gdy mam usilne przekonanie, że mnie coś woła. Że coś się ma wydarzyć. Że powinnam komuś o czymś powiedzieć. Żeby to słyszeć musiałam się wyciszyć. Przestać pytać o wszystko ludzi. Owszem bez relacji zginiemy i dla relacji żyjemy, ale nie każdy radzi nam z dobrej myśli i warto to w sobie rozeznać. Nie chcę jednak płynąć z prądem, a wykorzystać maksymalnie dany mi czas, miejsce. Może obok mojego krzyża będzie stało jakieś drzewo, które o zachodzie słońca zamigocze pięknym światłem spomiędzy liści. Dziś jeszcze tu jestem i pragnę żyć, jak najlepiej.



















