Czy musisz schudnąć przed sesją kobiecą?
Zapewne wiele razy miałaś w głowie myśl o tym, by zrobić sobie piękne zdjęcia, no ale… Właśnie. Utykałaś w momencie, kiedy dopuszczałaś do siebie myśl, że musiałabyś najpierw schudnąć, zrobić porządne zakupy, umówić się do wizażystki, pójść do fryzjera. W zasadzie wyliczance nie było końca. A co jeśli powiem Ci, że nie musisz robić nic z tych rzeczy, a nadal możesz osiągnąć piękny efekt na sesji kobiecej? Rozumiem, że będzie Ci ciężko uwierzyć, ale krok po kroku być może się przekonasz, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.

Nie chodzi o ciało, ale o to jak na nie patrzysz
Większość życia jako kobiety patrzymy na ciało, jako coś co trzeba stale poprawiać. W dzieciństwie wpojono nam wstyd, odpychano od lustra, kazano się nie wychylać. Wiesz, wiele z nas tego doświadczyło, a skutki przykrych słów, cudzych komentarzy ponosimy również jako dorosłe osoby. Nie ma się co dziwić, że obecnie tak trudno nam uwierzyć, że zasługujemy na zdjęciach w chwili obecnej. Do tego dochodzi spraw kadrów zrobionych nam przez osoby, które chcą jak najszybciej kliknąć cokolwiek i mieć święty spokój, nie myśląc o tym, by pokazać kogoś korzystnie, nie obcinać mu nóg i nie wypuklać ramion na pierwszy plan. Tak, tak. Też to znam.
Chcę Ci jednak powiedzieć, że to nie samo ciało jest złe, ale sposób w jaki do niego podchodzimy, je rejestrujemy i czego od niego wymagamy. To nasz wewnętrzny dom, który na zewnątrz pokazuje to kim jesteśmy. Nie mamy wyboru i na to wpływu. Możemy natomiast decydować o tym, jak o nim będziemy mówić, co w nim dostrzegać albo komu pozwolimy się fotografować, bo mu zaufamy.

Co tak naprawdę widzisz, gdy patrzysz na siebie?
Zatrzymaj się na chwilę przy tym pytaniu. Nie przy tym, jak wyglądasz, ale co naprawdę widzisz. Czy widzisz kobietę, która niesie swoje życie każdego dnia, czy raczej listę rzeczy do poprawy? Brzuch, który nie wrócił do formy. Uda, które są za duże. Twarz, która wygląda na zmęczoną. Bardzo rzadko patrzymy na siebie, jak na całość. Rozbijamy się na fragmenty i oceniamy każdy z osobna, jakby od tego zależało nasze prawo do bycia widzianą.
Problem w tym, że to spojrzenie nie jest Twoje. Jest zlepkiem lat słuchania innych, oglądania obrazów, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, i porównywania się do kobiet, które często same nie wyglądają tak, jak pokazują się światu. Trudno w takim środowisku zbudować łagodność wobec siebie. Trudno uznać, że już teraz jesteś wystarczająca, żeby stanąć przed obiektywem.

Na zdjęciach zobaczysz coś innego niż w lustrze
Lustro jest szybkie, bezlitosne i przyzwyczajone do Twojego krytyka. Patrzysz w nie codziennie i automatycznie wychwytujesz to, co Ci nie pasuje. Aparat w odpowiednich rękach działa inaczej. Nie zatrzymuje Cię w napięciu, w pośpiechu, w poprawianiu się, co sekundę. Daje przestrzeń, w której możesz po prostu być.
Bardzo często słyszę po sesjach, że ktoś widzi siebie pierwszy raz w taki sposób. Spokojniej. Łagodniej. Prawdziwiej. Nagle okazuje się, że ciało, które było źródłem frustracji, jest nośnikiem emocji, bliskości, relacji. Że spojrzenie ma znaczenie większe niż obwód w talii. Że gest dłoni mówi więcej niż jakiekolwiek idealne ustawienie.

Nie przychodzisz na sesję gotowa
To jest chyba jedno z największych przekonań, które zatrzymują kobiety. Że trzeba się przygotować, dopracować, poprawić siebie, zanim stanie się przed obiektywem. A prawda jest taka, że jeśli będziesz czekać na moment pełnej gotowości, to możesz się go nie doczekać. Bo życie nie działa w ten sposób. Zawsze będzie coś jeszcze. Kilogramy do zrzucenia. Lepszy moment. Spokojniejszy czas. Więcej pieniędzy. Mniej zmęczenia. I tak mijają miesiące, czasem lata. Na sesję nie przychodzi się jako efekt końcowy. Przychodzi się jako człowiek w drodze. Z tym, co jest tu i teraz.
Ciało w trakcie zmiany też zasługuje na pamięć
Twoje ciało jest historią, która dzieje się cały czas. Ciąża, połóg, zmęczenie, powrót do siebie, zmiany, których się nie spodziewałaś. To wszystko jest częścią Twojego życia, a nie błędem, który trzeba wymazać. Czekając na lepszą wersję siebie, pomijasz ogromny kawałek siebie.
Jeśli traktujesz sesję jako nagrodę, to zawsze będzie coś, co trzeba najpierw zrobić. Jeśli zaczniesz traktować ją jako zatrzymanie, coś zaczyna się zmieniać. To przestaje być cel do osiągnięcia, a staje się doświadczeniem. Dniem, w którym możesz zwolnić. Zobaczyć siebie inaczej. Pobyć ze sobą bez presji poprawiania się. To nie jest ucieczka od rzeczywistości. To wejście w nią głębiej.

Najczęstsze obawy przed sesją kobiecą
Naturalne jest to, że się boisz. Że masz w głowie setki scenariuszy, które mogą pójść nie tak. Że nie wiesz, co zrobić z rękami, jak stanąć, gdzie spojrzeć. Że boisz się, że wyjdzie dziwnie. Prawda jest taka, że nie musisz tego wiedzieć. To nie jest Twoja rola. Twoją rolą jest przyjść. Reszta dzieje się w relacji, w rozmowie, w byciu razem w danym momencie. Bez odgrywania czegokolwiek.
Nie każda kobieta będzie czuła się dobrze w takim podejściu. Jeśli szukasz perfekcji, kontroli, idealnie zaplanowanych kadrów, to możesz się tu nie odnaleźć. I to jest w porządku. Ale jeśli czujesz zmęczenie udawaniem. Jeśli masz w sobie tę cichą potrzebę, żeby ktoś zobaczył Cię inaczej niż Ty sama siebie widzisz na co dzień. Jeśli chcesz doświadczyć czegoś prawdziwego, a nie tylko ładnego to być może jesteś w dobrym miejscu.
Nie musisz schudnąć. Nie musisz się poprawić. Nie musisz czekać na lepszy moment. Jeśli czujesz, że to o Tobie, możesz się odezwać.
Zobacz przykładowe sesje kobiece w portolio.
