Reportaż z porodu Środa Wielkopolska
Jechałam w nocy siedemdziesiąt kilometrów na reportaż z porodu. Dotarłam na miejsce i okazało się, że sytuacja się zmienia. Rodząca zostaje na sali, ale akcji porodowej jeszcze nie ma. Lekarze decydują, że mam wrócić do domu. Wracaliśmy więc razem, ja i ojciec dziecka, w ciszy, z tą specyficzną mieszaniną napięcia i niewiadomej.
W domu położyłam się tylko na chwilę. Udało mi się zasnąć, ale sen był czujny, płytki. Po odwiezieniu dzieci do szkoły zadzwonił telefon. Tym razem bez wątpliwości. Zaczęło się i mogę ruszać.
Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. To była torpeda. Czas nagle przyspieszył. Dojechałam już na regularne skurcze. Zdążyłam wejść w ten rytm, w skupienie, w ciszę przerywaną oddechem. I po dwunastej rodzice wychodzili już z sali porodowej. Trzymając w ramionach nowe życie.
