Sesja ciążowa w domu, w którym jeszcze panuje cisza. Pierwsza ciąża, pierwszy raz w tej roli, pierwsze oswajanie myśli, że za chwilę wszystko się zmieni. On wojskowy pilot, przyzwyczajony do precyzji i kontroli. Ona położna, znająca porody od strony zawodowej, a teraz stojąca po drugiej stronie tej historii. Oboje spokojni, nieśmiali, bardzo uważni na siebie nawzajem.
Nie było starszego dziecka, które wypełniałoby przestrzeń ruchem. Nie było zabawek porozrzucanych po podłodze. Sesja ciążowa w domu toczyła się w przestrzeni, która dopiero przygotowuje się na przyjęcie nowego człowieka. Przewijak i łóżeczko kupione w ramach wyprawki były jedynymi znakami, że poród jest coraz bliżej. Że ta cisza za chwilę zmieni swój charakter.
Na początku było trochę niezręczności. Ręce nie bardzo wiedziały, gdzie się podziać. Spojrzenia uciekały na chwilę w bok. Lody stały na blacie i powoli topniały, tak samo jak napięcie, które przyszło razem z aparatem. Z czasem stres zaczął ustępować, rozmowy płynęły spokojniej, ruchy stawały się bardziej naturalne.
Nie było wymuszonych póz, ani wielkich gestów. Były naturalne uśmiechy, delikatne dotknięcia, krótkie spojrzenia pełne czułości. W tej sesji najważniejsze było to, czego nie widać na pierwszy rzut oka. Spokój, który łączył ich oboje. Zaufanie. Gotowość, która nie krzyczy, tylko cicho czeka.
Ta domowa sesja ciążowa była zapisem momentu zawieszenia. Pomiędzy tym, co znane, a tym, co dopiero nadejdzie. Bez pośpiechu, bez nadmiaru bodźców. Tylko oni, ich dom i myśl, że już niedługo pojawi się ktoś, kto wypełni tę przestrzeń zupełnie nową energią.
