Sesja kobieca w bardzo jasnym studio, gdzie światło nie chowa, tylko wydobywa. Ciało dziewczyny po dwóch ciążach, w procesie. W drodze. Zmieniające się nie tylko fizycznie, ale też w głowie. Siłownia jest jednym z etapów, ale walka o siebie toczy się dużo głębiej niż w mięśniach. To praca z myślami, z przekonaniami, z tym, co przez lata narastało.
Jasna przestrzeń studia dawała oddech. Światłocienie układały się tak, że balansowały pomiędzy siłą a delikatnością. Nic nie było jednoznaczne, nic nie było narzucone. Czasem światło podkreślało pewność, innym razem miękko otulało ciało, zostawiając miejsce na wrażliwość.
Była skórzana ramoneska i muszkieterki. Odważne, mocne, z charakterem. Gesty pewniejsze, postawa bardziej zdecydowana. A chwilę później pastelowe zestawy bielizny, lekkie, subtelne, pokazujące zupełnie inną stronę tej samej kobiety. Nie sprzeczne ze sobą, tylko współistniejące. Bo siła i delikatność nie wykluczają się nawzajem.
To była kolejna sesja razem. Już nie pierwsze spotkanie, ale wciąż to samo zdziwienie, jak wiele można w sobie odkryć na nowo. Jak bardzo ciało potrafi się zmieniać, gdy spojrzeć na nie z uważnością, a nie z oceną.
I znów ten moment na końcu. Zachwyt. Decyzja podjęta bez wahania. Kupiła całą sesję, bo zobaczyła siebie inaczej niż dotąd. Prawdziwą. Silną. Miękką tam, gdzie trzeba. Dokładnie taką, jaką jest.
