Sesja kobieca w studio, w której od początku było jasne, że to nie będzie codzienna odsłona. Ulubiona bielizna, ciało oswojone z ruchem, w tle piosenki Shakiry, które dodają odwagi i luzu. Jest rytm, jest energia, jest przyjemność bycia w swoim ciele.
Potem pojawia się chabrowa sukienka, kolor nasycony, pewny, przyciągający spojrzenie. Makijaż podkreślający oko wydobywa spojrzenie, które mówi więcej niż słowa. To jest inna odsłona. Odważniejsza, bardziej świadoma, ale nadal prawdziwa. Nadal ona.
Zazwyczaj kobiety, które przychodzą na sesję kobiecą w studio, nie wierzą, że są kobiece. Że są sensualne. Że jest w nich coś, co warto zobaczyć. Często słyszę, że przyszły z ciekawości, z potrzeby przełamania się, ale bez przekonania, że efekt może ich zaskoczyć. A ja widzę od pierwszych chwil bardzo dużo.
Widzę ruch włosów, który pojawia się spontanicznie. Widzę spuszczone oczy, pełne delikatności i napięcia jednocześnie. Widzę dłonie, które mówią więcej niż wyprostowana poza. Sensualność nie jest tu pozą. Jest w gestach, w spojrzeniu, w momencie zatrzymania.
Ta sesja nie była o udawaniu kogoś innego. Była o pozwoleniu sobie na zobaczenie tej części, która zwykle zostaje schowana. O odkryciu, że kobiecość nie musi być głośna ani oczywista. Czasem wystarczy światło, muzyka i ktoś, kto naprawdę patrzy.
