Sesja kobieca w studio w Poznaniu

Sesja kobieca w studio w Poznaniu

Sesja kobieca w studio w Poznaniu

Sesja kobieca w studio, w której od początku było jasne, że to nie będzie codzienna odsłona. Ulubiona bielizna, ciało oswojone z ruchem, w tle piosenki Shakiry, które dodają odwagi i luzu. Jest rytm, jest energia, jest przyjemność bycia w swoim ciele.

Potem pojawia się chabrowa sukienka, kolor nasycony, pewny, przyciągający spojrzenie. Makijaż podkreślający oko wydobywa spojrzenie, które mówi więcej niż słowa. To jest inna odsłona. Odważniejsza, bardziej świadoma, ale nadal prawdziwa. Nadal ona.

Zazwyczaj kobiety, które przychodzą na sesję kobiecą w studio, nie wierzą, że są kobiece. Że są sensualne. Że jest w nich coś, co warto zobaczyć. Często słyszę, że przyszły z ciekawości, z potrzeby przełamania się, ale bez przekonania, że efekt może ich zaskoczyć. A ja widzę od pierwszych chwil bardzo dużo.

Widzę ruch włosów, który pojawia się spontanicznie. Widzę spuszczone oczy, pełne delikatności i napięcia jednocześnie. Widzę dłonie, które mówią więcej niż wyprostowana poza. Sensualność nie jest tu pozą. Jest w gestach, w spojrzeniu, w momencie zatrzymania.

Ta sesja nie była o udawaniu kogoś innego. Była o pozwoleniu sobie na zobaczenie tej części, która zwykle zostaje schowana. O odkryciu, że kobiecość nie musi być głośna ani oczywista. Czasem wystarczy światło, muzyka i ktoś, kto naprawdę patrzy.

Reportaż z porodu w szpitalu Poznań

Reportaż z porodu w szpitalu Poznań

Reportażu z porodu w Poznaniu

Mój pierwszy reportaż z porodu był jednym z tych doświadczeń, które zostają w ciele na zawsze. Ogromne wzruszenie mieszało się z niepewnością. Czy zdążę dojechać. Czy będę w tym jednym, niepowtarzalnym momencie. Czy uda mi się uchwycić chwilę, której nie da się powtórzyć ani zaplanować.

Poród Sary trwał mniej niż dwie godziny. Ledwo odeszłam od stołu podczas rocznicy ślubu moich rodziców to gdybym zachowała spokój, zdążyłabym jeszcze na deser. To zdanie wracało do mnie później z uśmiechem, bo w porodach nigdy nic nie wiadomo. Czas potrafi się rozciągać w nieskończoność albo nagle przyspieszyć, nie pytając nikogo o gotowość.

W porodach nie ma scenariusza. Nie wiadomo, ile to potrwa, jak bardzo będzie intensywne, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem. Jest tylko uważność i gotowość na to, co się wydarzy. A kiedy wszystko kończy się cudownymi narodzinami, wzruszenie wypełnia całą salę. Nie tylko rodziców. Cały personel jest poruszony tą chwilą, bo narodziny zawsze niosą ze sobą coś, czego nie da się oswoić rutyną.

Sara i Krystian rodzili po raz trzeci. Byli spokojni, zanurzeni w procesie, obecni. W ich doświadczeniu było zaufanie do ciała i do tego, co już znane, ale emocje były równie silne jak za pierwszym razem. Pojawienie się nowego życia za każdym razem ma w sobie tę samą moc.

Ten pierwszy reportaż porodu był dla mnie przekroczeniem granicy. Wejściem w przestrzeń absolutnej intymności i zaufania. Przypomnieniem, że fotografia to nie tylko obraz, ale świadkowanie. Bycie obok w momencie, w którym świat zmienia się na zawsze.

Reportaż z urodzin w Straży Pożarnej

Reportaż z urodzin w Straży Pożarnej

Reportaż z urodzin w Straży Pożarnej w Poznaniu

Reportaż z urodzin pięcioletniego Olisia, który od samego rana miał w sobie więcej emocji niż niejeden dorosły w całym tygodniu. Straż pożarna jako miejsce świętowania nie była przypadkiem to było spełnienie dziecięcego marzenia, tego najprawdziwszego, noszonego długo i z dumą.

Było oprowadzenie po jednostce, zaglądanie tam, gdzie na co dzień wstęp mają tylko strażacy. Wielkie wozy, sprzęt, dźwięki, zapachy, wszystko oglądane szeroko otwartymi oczami. Była przejażdżka, spotkanie z komendantem, momenty, które dla pięciolatka urastają do rangi wydarzeń nie do zapomnienia. Kto nie chciałby doświadczyć lania wody z węża strażackiego? Śmiech, okrzyki radości, energia, która na chwilę przykryła wszystko inne.

Na stole czekały papierowe talerzyki ze Strażakiem Samem, balony, prezenty i tort upieczony przez cukiernika z Hotelu Mercure w Poznaniu. Dopieszczony, wyjątkowy, dokładnie taki, jaki powinien być na piąte urodziny. Było gwarno, kolorowo, intensywnie. Mnóstwo zabawy i radości, choć gdzieś pomiędzy kadrami dało się zauważyć cień zmęczenia. Widmo choroby było obecne, przypominając, że nawet w najpiękniejszych dniach ciało ma swoje granice.

A jednak Oliś był w tym wszystkim bardzo obecny. Uważny. Wzruszająco dojrzały w swojej dziecięcej wrażliwości. Na sam koniec dnia czekała jeszcze jedna niespodzianka – alpaki, spokojne, miękkie, zamykające ten intensywny dzień w zupełnie innym rytmie.

Najbardziej poruszający moment przyszedł jednak wtedy, gdy to nie on dostawał. Sam podarował małe prezenty strażakom, dziękując za ten dzień, za uwagę, za spełnienie marzenia. Prosty gest, a tak wiele mówiący.

Ten reportaż to nie tylko zapis urodzin. To opowieść o radości mimo zmęczenia, o spełnionym marzeniu i o wdzięczności, która potrafi zmieścić się w małych dłoniach pięcioletniego chłopca.

Akcja zorganizowana przez Kasię Grabańską – mistrzynię akcji społecznych z sercem.

Pomogli w niej:

Strażacy z JRG nr 7 przy ul. Bobrzańskiej w Poznaniu,

Grzegorz Dziamski z Hotel Mercure,

Alpaki z Wiedźminowa.

O inicjatywie poczytasz także na stronie GOV.pl

Sesja kobieca w plenerze na łące Poznań

Sesja kobieca w plenerze na łące Poznań

Sesja kobieca w plenerze Poznań

Sesja kobieca w plenerze, na łące, która stała się przestrzenią zmiany. Kobieta w procesie. W drodze. Z głową pełną pomysłów na to, jak ta sesja powinna wyglądać, jakie kadry mają powstać, jaki efekt będzie wystarczający. Kontrola była z nią długo. Trzymała ją mocno, jak coś, co przez lata dawało poczucie bezpieczeństwa.

Na początku było napięcie. Próby. Szukanie pozycji, które zadziałają. Walka ze sobą, z ciałem, z myślami. Sesja kobieca na łące nie chciała się jednak wpisać w scenariusz. Potrzebowała czasu. Ciszy. Oddechu. I przede wszystkim  zaufania do siebie.

Dopiero kiedy pojawiła się zgoda na to, że nie trzeba niczego udowadniać, bariery zaczęły puszczać. Ruch stał się lżejszy. Spojrzenie miększe. Ciało przestało być narzędziem do realizowania planu, a zaczęło być obecne. I wtedy wydarzyło się coś, czego nie da się zaplanować.

Między chmurami wyszły promienie słońca, jakby dokładnie w tym momencie, kiedy ona pozwoliła sobie być. A chwilę później spadła delikatna, oczyszczająca mżawka. Nie przegoniła nas z łąki. Przeciwnie. Domknęła ten proces, jak kropka na końcu zdania.

Ta sesja była mniej o zdjęciach, a bardziej o puszczaniu. O zgodzie na to, że prawdziwe kadry rodzą się wtedy, gdy odpuszczamy kontrolę. Gdy dajemy sobie czas. I gdy pozwalamy, żeby natura i my same zrobiły swoje.

Domowa sesja rodzinna z dziećmi Poznań

Domowa sesja rodzinna z dziećmi Poznań

Domowa sesja rodzinna z dziećmi Poznań

Sesja rodzinna domowa z dwójką chłopców, w której nie działo się nic nadzwyczajnego. A jednak działo się wszystko, co najważniejsze. Zwykły dzień, zwykłe aktywności, zwyczajna obecność, która buduje poczucie bezpieczeństwa.

Była zabawa klockami i torami, konstruowanie światów, które za chwilę się rozsypią, żeby można było zacząć od nowa. Czytanie książek z rodzicami, wspólne siedzenie blisko siebie, głowy opierające się o ramiona. Borówki jedzone z ulubionej miseczki, palce zabarwione na fioletowo i uśmiechy, które pojawiają się bez wysiłku.

Potem było uciekanie po schodach, szybkie kroki, śmiech odbijający się od ścian. Samoloty z tatą, podnoszenie wysoko, loty, które kończą się na kanapie i zawsze proszą o jeszcze. Dużo przytulania i całusów, takich codziennych, niewymuszonych, które nie potrzebują specjalnej okazji.

Ta domowa sesja rodzinna była o byciu razem. O domu, który nie jest idealny, ale jest bezpieczny. O przestrzeni, która daje schronienie przed pędem i tempem świata. Miejscu, do którego chce się wracać, nawet gdy drzwi są zwyczajne, a dzień wygląda jak każdy inny.

W tych kadrach nie ma spektakularnych momentów. Jest miłość zapisana w drobnych gestach. I to właśnie one tworzą dom.